niedziela, 22 lutego 2015

sobota, 21 lutego 2015

Rozdział 1

Hello. Mam nadzieję że to opowiadanie się wam spodoba.. jak będą jakieś błędy czy coś to serdecznie przepraszam... Pamiętajcie że to blog amatorski więc nawet się nie staram żeby wyglądało że się na tym znam bo po prostu się nie znam XD W każdym razie dajcie mi szansę i mam nadzieję że to polubicie

Usiądźcie wygodnie i zagłębcie się w historii pełnej niezwykłości i tajemnic...
Dzień zaczął się dziś wyjątkowo pięknie, typowy słoneczny dzień na ulicach Berlina. Piękny połysk wydobywał się z oświetlanego promieniami słonecznymi pozłacanego napisu "Jones" na skrzynce pocztowej domu pod numerem 84. Młody Fabian Jones, ciemnowłosy, wysoki 17-latek o piwnych oczach, był dość zdolnym chłopakiem lecz nigdy nie był otwarty na rówieśników, zawsze wolał siedzieć sam w koncie i czytać książkę niż integrować się kolegami i koleżankami z klasy czy to w przedszkolu, podstawówce czy w szkole średniej zawsze zamknięty w sobie, przez co nie miał przyjaciół a nawet zaczął być wytykany palcami i wyzywany od dziwaków. Tak też dzisiaj siedział na podjedźcie z książką w ręce. Czasami spoglądając na sąsiednie podwórka jakby miało coś się za chwilę na nich stać a były całkowicie puste 
- Dzień dobry- powiedział do sąsiadki Pani Klonre właśnie wracającej z zakupami do domu. Kobieta nie miała praktycznie własnej rodziny, była jedynaczka a jej własne dzieci zapomnieli o niej 
- O, dzień dobry Fabian- powiedziała staruszka do chłopaka z uśmiechem na twarzy
- Pomóc pani?- zaproponował chłopiec. Jedyna osobą którą uważał jednak za najbliższą była właśnie Pani Klonre. Był dla niej niczym wnuk lecz traktowała go lepiej niż jego prawdziwa babcia
- Dziękuję, taki z ciebie miły chłopiec- rzekła a brunet wstał i wziął od kobiety siatki z zakupami i zaniósł do jej domu- Bardzo dziękuję, niestety nie mam nic żeby ci dać na podziękowanie- powiedziała gładząc chłopaka po ramieniu
- Nic Pani nie musi mi dawać- rzucił nieśmiało nastolatek, w tej samej chwili dostał SMS-a od matki by wrócił już na obiad. Fabian pożegnał się z sąsiadką i wrócił do domu. Po obiedzie skierował się w stronę gabinetu ojca który był kierownikiem w firmie reklamowej. Miał zabrać pewne dokumenty potrzebne do szkoły, ojciec powiedział mu że wszystko powinno być w żółtej teczce, chłopak zauważył ją niemal natychmiast lecz gdy ją próbował wyciągnąć z pomiędzy sterty papierów zwalił na ziemię cały plik dokumentów, zdenerwowany zaczął wszystkie zbierać z podłogi, przestał gdy pewna rzecz rzuciła mu się w oczy "Akt adopcyjny"
- CO?!- chłopak był w szoku nie wierzył własnym oczom gdyż z tego wynikało że ludzie którzy go wychowywali nie byli jego biologicznymi rodzicami. Chciał to jak najszybciej wyjaśnić, z dokumentami w ręce wbiegł do salonu gdzie siedziała Margaret kobieta o brązowych włosach i niebieskich oczach i Adam lekko siwiejący już mężczyzna z brązowymi oczami czytający dzisiejszą gazetę - Dlaczego mi nie powiedzieliście że mnie adoptowaliście?- spytał z wyrzutem nastolatek, kobieta popatrzyła na chłopaka a mężczyzna odłożył gazetę na stolik przed nim
- Kochanie chcieliśmy ci o tym powiedzieć- powiedziała lekko zakłopotana odkryciem adoptowanego syna
- Kiedy?
- W odpowiednim czasie- odparła, lekko się zająknęła
- A moi prawdziwi rodzice?- spytał chłopak łamiącym się głosem
- Nie wiemy, może nie mogli cie wychowywać- powiedział mężczyzna tak spokojnie jak tylko potrafił
- Muszę wiedzieć dlaczego mnie oddali do adopcji- powiedział stanowczo Fabian 
- Synku, chyba nie chcesz ich szukać?- powiedziała zaniepokojona Margaret nie odrywając wzroku od chłopca
- Chcę, mam 17 lat jestem niemal pełnoletni, dam sobie radę, muszę ich poznać
- Nie ma mowy, mój syn nie będzie wlekł się gdzieś sam a my nie mamy na to czasu żeby ich szukać- powiedział ojciec wstając z zielonego fotelu
- Nie będziesz mi rozkazywać, jestem już prawie dorosły! A poza tym nie jestem twoim synem!- krzyknął młodzieniec rzucając dokumenty na stolik
- Natychmiast do swojego pokoju!
- Ale…
- Może nie jestem twoim biologicznym ojcem ale jestem prawnym opiekunem i masz się mnie słuchać- po jego wypowiedzi zamilkł i poszedł do pokoju. Gdy tylko nastała noc i rodzice poszli spać Fabian wyszedł ze swojego pokoju, nie miał najmniejszego zamiaru słuchać się w tej sytuacji "rodziców". Wziął trochę prowiantu z lodówki do plecaka, zostawił list na stoliku w salonie że idzie szukać swoich prawdziwych rodziców i udać się do sierocińca z którego go adoptowali i wyszedł z domu. Nie mógł od tak o tym wszystkim zapomnieć w jego głowie huczały teraz miliony pytań na które być może nigdy nie dostanie odpowiedzi. Szedł ciemną ulicą oświetlaną po jakiś czas pojedyncze latarnie. Szedł już dosyć długo, a do najbliższego przystanku autobusowego jeszcze daleko, po chwili chłopiec ujrzał las w którym często przebywał, lubił to miejsce bo czół z nim wyjątkową więź nie umiał tego wytłumaczyć ale czół się tam lepiej niż gdziekolwiek indziej, uznał że odpocznie tam trochę i po chwili znowu ruszy w drogę. Usiadł na wielkim kamieniu tam gdzie zawsze i odpoczywał, zaczął się zastanawiać czy dobrze robi że uciekł z domu... Może jego rodzina nie żyje i na darmo będzie szukał i czy lepiej się nie wrócić do domu. Po chwili wstał i uznał że to co robi jest bezsensu, jego rodzina zapewne nie żyje i lepiej wróci zanim jego rodzice się obudzą, przeczytają kartkę i wpadną w panikę. Zaczął podążać w stronę ulicy gdy usłyszał krzyk jakiejś dziewczyny. Fabian zaczął mieć złe przeczucia i zaczął przyśpieszonym krokiem iść w stronę wyjścia by jak najszybciej opuścić to miejsce. Niespodziewanie jego oczom ukazał się makabryczny widok, dorosły wysoki blady brunet z zakrwawionymi rękami, koszulą i częścią twarzy a obok leżała bezwładnie dziewczyna miała może około 19 lat, była cała blada i miała zakrwawiona szyję. Fabian zamarł ze strachu starał się bezgłośnie wycofać by mężczyzna go nie zauważył ale nastąpił na gałązkę która trzasnęła a psychopatyczny mężczyzna odwrócił głowę w jego stronę i zaczął się do niego zbliżać. Fabian przerażony zaczął biec lecz po chwili ujrzał go przed sobą, chłopak pobiegł w lewo lecz znów zobaczył mężczyznę przed sobą, pobiegł w jeszcze inną stronę lecz po chwili to samo, podjął jeszcze jedną próbę ucieczki lecz potknął się o wystający z ziemi korzeń. Chłopak próbował się jak najszybciej podnieść lecz nie zdążył nic zrobić jak zobaczył mężczyznę zbliżającego się do niego
- Hahaha… myślisz że uciekniesz?- powiedział mrocznym tonem. Zbliżał się z każdym krokiem do chłopaka był około półtora metra od Fabiana lecz w pewnym momencie zatrzymał się tak jakby było wokół chłopaka było jakieś pole ochronne- Czyżby… nie możliwe- powiedział a następnie się oddalił. Chłopak był zdezorientowany nie wiedział czy jest już bezpieczny czy psychopatyczny facet czai się na niego. Po upewnieniu się że tajemniczy mężczyzna zniknął Fabian wstał i próbował znaleźć drogę powrotną ale po chwilę uznał że się zgubił... Cały czas szedł przed siebie z nadzieją że w końcu las się skończy i gdzieś wyjdzie. Chłopak tak był zamyślony sytuacją która miała miejsce przed chwilą, że nie zauważył momentalnej zmiany krajobrazu. Kolor trawy zmienił się z zielonego na morski, pnie drzew były dziwnie powyginane a liście były w podobnym kolorze do trawy. Gdy Fabian zorientował się co się stało, zawrócił i z mieszanymi uczuciami zaczął wracać. Wszystko wyglądało niesamowicie ale zarazem przerażająco. Nie wiedział jakim sposobem się znalazł w takim dziwnym miejscu tak nagle a teraz nie może znaleźć wyjścia. Naglę smukła postać zeskoczyła z pobliskiego drzewa prosto na chłopaka i przyłożyła mu do gardła coś na kształt noża, zaciągnęła go pod to samo drzewo z którego zeskoczyła, po chwili tajemnicza osoba puściła go zwróciwszy uwagę na bliznę na szyi Fabiana, chłopak się odwrócił by zobaczyć twarz napastnika, ku jego zaskoczeniu była to kobieta, ubrana w dziwnie wyglądające łachy a zza jej długich brązowych włosów wystawały szpiczaste uszy. Dziewczyna cały czas przyglądała się jego bliźnie nawet na chwilę nie odrywała od niego wzroku
- Gloda- powiedziała cicho
- Co?- spytał zaskoczony słysząc słowo które nie brzmiało na żaden znany mu język 
- Adeloa- powiedziała ponowie cicho złapała chłopaka za rękę i zaczęła gdzieś prowadzić
- Przepraszam ale…- chłopak nie dokończył jak zaniemówił widząc otwierającą się dziurę w  ziemi przy której przykucnęła dziewczyna i gestem dłoni dała mi do zrozumienia że chłopak ma podejść a następnie pokazała palcem wgłąb dziury - Chyba żartujesz mamy tam wskoczyć?- spytał zaskoczony chłopak a ona wstała i wepchnęła Fabiana do dziury po czym sama wskoczyła, oboje wpadli do sporego stawu a gdy Fabian spojrzał w górę zauważył że dziura zaczęła zarastać, kobieta wyszła z wody nastolatek podążył za nią. Zaczął się rozglądać, wszystko wyglądało jakby wszytko było pod ziemią lecz jednak było tam światło a wokół rosły wielkie zielone rośliny. Przechodzili przez coś na kształt wioski, kobiety, mężczyźni, dzieci wszystkich uwagę teraz przykuwał młodzieniec, dzieci pokazywały paluszkami w jego stronę i były czyś najwyraźniej zaskoczone, być może ubiorem chłopaka albo że widzą go pierwszy raz w ich wiosce. Dziewczyna weszła z chłopakiem do wielkiego budynku nad którym była wielka świetlista kula która oświetlała całą tą podziemną krainę, zaprowadziła Fabiana do wielkiej sali gdzie wysoko lewitowała blada postać wokół której unosiła się oślepiająco jasna poświata. Dziewczyna odrobinę się zbliżyła do białej postaci i zaczęła coś mówić w niezrozumiałym przez Fabiana języku. Po chwili postać podarowała dziewczynie mieniący się różnymi kolorami kamień i powróciła do chłopaka, wyciągnęła rękę z kamieniem w jego stronę. Fabian niepewnie wyciągnął rękę i chwycił kamień. Gdy trzymał go już w swojej dłoni zaczął się świecić coraz mocniej a chłopak poczuł mocny ból głowy i po chwili stracił przytomność. Dwóch dorosłych mężczyzn zaniosło chłopaka do jednego z pokoi gdzie obudził się dopiero po kilku godzinach
- Jak na kogoś kto żył przez całe życie wśród ludzi zniosłeś to nie najgorzej- naglę w pokoju pojawiła się ta dziewczyna która go tu przyprowadziła
- Co? Co zniosłem? I dlaczego wcześniej mówiłaś w jakimś innym języku?- młodzieniec był mocno zdezorientowany miał mętlik w głowie która w dalszym ciągu lekko go bolała
- To był Kamień Elfów, dzięki niej będziesz się szybciej wszystkiego uczył. I wcześniej nie używałam innego języka nadal używam tego samego- powiedziała
- To dlaczego teraz cię rozumiem a wcześniej nie?
- Dzięki mocy Kamienia Elfów, teraz też mówisz naszym językiem, mimo że nie zdajesz sobie z tego sprawy
- Zaraz mówiłaś że będę się szybciej uczyć? Czego mam się niby uczyć?- spytałem
- Wszystkiego, dużo cie minęło jak wychowywałeś się wśród ludzi- oznajmiła
- Co chcesz przez to powiedzieć? Jestem…?
- Jesteś jednym z nas... Jesteś elfem- rzekła
- Emmm… Jak to? W niczym nie przypominam elfa
- To też jest spowodowane tym że żyłeś wśród ludzi a uszy robią się szpiczaste dopiero jak elf osiągnie 18 lat
- Właśnie skoro jestem elfem to dlaczego nie wychowywałem się tutaj?
- Twoje znamię jest tu odpowiedzią- powiedziała i podeszła trochę bliżej łoża na którym leżał Fabian
- Co, to tylko znamię, mam je od urodzenia
- Jesteś wybrańcem
- Co, jakim wybrańcem?
- To przypowieść znana przez każdego z nas, 18 lat temu sprawowały władzę elfy, wszystkim stworzeniom to pasowało oprócz jednym, wampiry chciały sprawować władzę. Było ich więcej więc udało im się przejąć władzę i zabić króla a elfy uciekły pod ziemię prócz paru zdrajców a powierzchnia już nie wyglądała jak kiedyś i teraz tu żyjemy. Wielka wyrocznia powiedziała że na świecie przeżyje potomek króla, który przywróci świetność tego miejsca i elfy ponownie będą sprawować władzę. Podczas zamachu udało się twojej matce cię zabrać poza mury zamku żeby nie próbowali cię zgładzić królowa zostawiła cię w świecie ludzi a tam byłeś bezpieczny- powiedziała
- A  skąd wiecie że to akurat ja?
- To znamię niemowlę ponoć też miało takie samo znamię, no i sam fakt że udało ci się tutaj znaleźć, tylko wybraniec potrafiłby wyczarować portal do naszego świata... W każdym razie, wyrocznia wyznaczyła mnie żebym cię uczyła
- Wyrocznia?
- To wszechelf ona jest źródłem światła i naszych mocy i chroni nas przed wampirami
- Więc to musiał być wampir- powiedział przypominając sobie sytuację w lesie
- Co?
- Jak szedłem lasem spotkałem chyba wampira
- I uszedłeś z życiem?- powiedziała zaskoczona
- Właśnie nie wiem dlaczego ale jak chciał się do mnie zbliżyć stworzyło się dookoła mnie jakieś pole siłowe czy coś takiego, nie potrafię tego wyjaśnić
- Już wiem, jak mogłam o tym zapomnieć, po tym jak królowa odnosiła cię do świata ludzi obdarzyła cię czarem który miał cię chronić przed wampirami aż do dorosłości ale ona niestety wtedy była za bardzo osłabiona i... zmarła
- No to skoro jestem „wybrańcem” i masz mnie uczyć „wszystkiego” to kiedy mamy zacząć?
- Od jutra, a dziś lepiej odpoczywaj, tam masz ubrania w których od dziś będziesz chodzić, są lepsze i wygodniejsze o tych twoich ludzkich. Miłego dnia- powiedziała i wyszła, Fabian się położył na wielkim łożu z nadzieją że to co się właśnie dzieje to tylko sen i się za chwilę obudzi ale z każdą sekundą wszystko robiło się coraz bardziej realne w jego oczach. Spojrzał przez okno widok był na wioskę, wpatrywał się ludność nadal nie mogąc uwierzyć co się właśnie stało